Mimosa II

Testuję właśnie “nowy” sprzęt. Mały wynalazek o wdzięcznej nazwie Mimosa II. Aparacik z centralną migawką, miniaturowym wizjerem, powalającymi prędkościami kończącymi się na 1/200 i ogólną aparycją oraz wielkością dupki do mojego średniego Kieva (chociaż nie, właśnie sprawdziłem – jest znacznie mniejszy).
Dostałem go jakiś czas temu na ”przechowanie” w spadku
po dziadku od znajomej z pracy. A że dostałem go jakoś tak w okresie wzmożonej walki z ostatnią sesją na uczelni, to przeleżał sobie minione miesiące na półce. Dopiero ostatnio (czyt. przedwczoraj) błysnął z tamtąd chromem swoich wykończeń, co sprawiło, że naładowałem go pierwszą lepszą kliszą jaką miałem w domu i od wczoraj noszę w swojej torbie.
Klisza, biorąc pod uwagę jego osiągi, może niezbyt odpowiednia bo 4setka (profoto kodaka) ale ostatnie tygodnie były tak ponure, że może nie będzie problemów ze znalezieniem parametrów poprawnej ekspozycji (chociaż i tak pewnie nie będzie mi się chciało wyciągać pentaxa z torby żeby zmierzyć światło i będę strzelał na czuja).
Usiłowałem dziś wygooglać co nieco na temat mojego nowego nabytku ale
wyszukiwarki nie wypluły nic ciekawego po wpisaniu nazwy Mimosa II. Udało mi się jedynie znaleźć stronę z bardzo lakonicznym opisikiem, gdzie poza informacjami które poznałem czytając oznaczenia na obudowie, można się dowiedzieć, że zawdzięczam go (oczywiście poza hojnością znajomej) niemieckiej myśli technicznej firmowanej nazwą Mimosa AG (protoplasta Pentacona? chyba że coś źle zrozumiałem) i która działała w Dreźnie produkując moje cacko w latach ‘48 – ‘50.
I tyle. Zobaczymy co wyprodukuje ta maszynka.

zostaw komentarz