Szczawnica

Na powyższym zdjęciu widzimy groźny jęzor jedynego w Polsce lodowca, po którym nie raz zjeżdżałem na tyłku ucząc się jazdy na nartach.
Słowo na Środę
Zawsze kiedy odbieram od fotografa wywołaną kliszę mam w głowie wspaniałe kadry i światło jakie mam nadzieję udało mi sie uwiecznić. Pełen dobrych myśli po obejrzeniu negatywów siadam wieczorami do skanera i pełen goryczy wstaję po kilku godzinach zmagań. Jakoś ostatnio z moją fotografią jest mizernie ,do dupy i boleśnie niesatysfakcjonująco. Niby wiem czego szukam i jakie efekty chciałbym osiągnąć ale brakuje mi jakiejś cholernej wiedzy tajemnej dotyczącej samej techniki (wiem że nie tylko, więc proszę się szyderczo nie śmiać pod wąsem), właściwości filmów, naświetlania, nawet obsługi własnego głupiego sprzętu; i jednocześnie brakuje mi czasu żeby tę wiedzę zgłębić itd. ( moim największym dokonaniem ostatnich tygodni było odkrycie, że film do skanera należy wkładać emulsją do góry bo zdjęcia wychodzą wtedy (o rety!) ostre (albo ostrzejsze) i nie muszę flugać już na obiektyw mojego aparatu ). Tak wiem, marudzę.
Ostatnio troszkę za sprawą pracy/studiów/pustkiwgłowie/niskiej saEmoOceny odpuściłem sobie zamieszczanie tu moich wypocin i innych obrazków. Wychodząc jednak na przekór wstydowi i przeciwnościom przygotowałem troszkę materiału do pokazania; tak więc: Strzeż się świecie, odgrzewane, nadgniłe i śmierdzące dyletanctwem kotlety Nadchodzą!! ha.

Ps. Powyżej ślimak bo klisza musi u mnie powolutku dojrzeć, poleżeć przynajmniej pół roku zapomniana w szufladzie zanim sobie o niej przypomnę i oddam do zakładu. o


zostaw komentarz